ggada mam od czasów, kiedy się jeszcze nazywał sms-express i nie śniło mu się jeszcze p2p, mam więc stosunkowo niski, czterocyfrowy numer
co powinno coś sugerować - między innemi i to, że skoro tyle lat się ggadem posługuję, to pewnikiem zdążyłem poznać tego i owego - ergo listę znajomych mam raczej dość długą i nieskorym ją wydłużać (bo się nie połapię kto jest kto po prostu)
coś powinien też sugerować zapis w katalogu publicznym treści następującej "nie gadam z obcymi" + odesłanie pod adres http://www.zanim.napiszesz.prv.pl/ (nie moje, ale w pełni popieram)
a tu masz - niemal codziennie zdarzy się jakiś upierdliwiec (płci obojga), który koniecznie musi ze mną poggadać; wydaje się, że umrze na śmierć, jeśli się do niego nie odezwę
kiedy zaś odsyłam go delikatnie do wszystkich dyjabłów, to śle mi joby, w których lecę za "pedała" (najdelikatniejsze) czy (autocenzura)
jeszcze rozumiem, że jakaś małolata śle pytanie z cyklu "pokażesz mi swój penis?", bo to młode, głupie i przekonane święcie, że to świetny dowcip
ale dojrzała kobita po 40tce czy 50tce?
która domaga się ode mnie pomocy w "zrozumieniu męszczyzn"?! (pisownia oryginalna)
jak długo się ggadem posługuję, nie zdarzyło się mię nikomu bez polecenia lub wyraźnie wyartykułowanego zachęcenia do poggaduch zawracać gitary
bo przecie schowanie za chmurką oznacza nie tylko "nie ma mnie i ch...j wie, kiedy bedę, o ile w ogóle", ale także "jestem zajęty, paszli w pi...du!"
i ciągle nie mogę zrozumieć, że powszechnie uważa się, że można takim za chmurką zawracać dupę na lewo
i na prawo też
zupełnie tak, jakby posługiwanie się ggadem wymuszało poggaduchy z każdym i każdej porze dnia i nocy
a przecie nikt tej zasady nie stosuje do telefonów - stacjonarnych i komórkowych
ech... chyba czas mię do piachu, bo to jakby już nie moje klimaty
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz