czwartek, 5 lutego 2009

co robiłem 20 lat temu?

Dziś pyka równo 20 lat od czasu, kiedy tłumnie się zrobiło dookoła i przy okrągłym stole. Usiłowałem sobie przypomnieć, co też ja wtedy robiłem. Że był to poniedziałek, więc pewnie byłem w robocie. I pewnie zarobiony po uszy od samego rana, bo blisko bardzo było do puszczenia dalej mojego kawałka pańszczyzny. I za ciężką cholerę, jak zresztą i lwia część narodu naszych przodków, zadków i dzieci, nie zdawałem sobie sprawy, że na moich oczach pisze się historia.
Ba! byliśmy raczej wtedy przekonani, że to jeszcze jedna ściema komuny. I do okrągłego stołu podchodziliśmy dość sceptycznie. Ogólnie rzecz biorąc - było szaro, ponuro, a światełko w tunelu było jeszcze bardzo niewyraźne.

Po 20 latach 56% rodaków z kraju nad Wisłą i pod Tatrami deklaruje się jako jego zwolennicy i - co znamienne, przynajmniej dla mnie - 10% z tego się do niego przez tych 20 lat przekonało. Źle go podsumowuje 34%, z czego 26% przekwalifikowało swoją jego ocenę - z dobrej na złą; 6% to ekstremiści, którzy od zawsze byli naprzeciw. Nie ma zdania (czyli ma to w dupie) 10% - nic nie napiszę, choć soczyste panienki mię się na klawiaturę cisną. Ale to szczegół.

Zastanawiam się, co też by było, gdyby tak pójść za tymi sześcioma procentami, które są od zawsze naprzeciw okrągłemu stołowi i skłonne były (i są) przychylać się do wariantu rumuńskiego - czyli pozbycia się ówczesnych wodzów narodu (z przymusu) via egzekucja, sposobem obojętnym. Zastanawiam się i jestem więcej niż pewien, że nie poszłoby to tak gładko, jak to sobie ekstremiści wyobrażają. Mocno się obawiam, że mogłoby to skończyć się krwią, i to w dużej ilości. Dlatego też od zawsze byłem im naprzeciw.

Wśród tych 34% są i tacy, którzy podsumowują stół jako zdradę. Ino, że to takie faszystowskie półgłówki jak ten śledziowy łebek Wierzejski W. czy jego były wódz Koński Łeb. I bezpośredni przodek tego ostatniego, który zapadł na demencję darwinowską - znaczy podważa teorię ewolucji. Gdyby hasłem o zdradzie szermował kto inny, może trzeba by się było tym przejmować, ale jeśli to robią takie marginalia... to i szkoda na nich czasu marnować.

Jakby w sumie na to wszystko nie patrzeć, to na moich oczach pisała się historia. I nie zdawałem sobie ja z tego sprawy. Choć wieści o stole łowiłem ze wszelkich możliwych i niemożliwych źródeł. I chyba do końca nie wierzyłem, póki nie zobaczyłem wyników wyścigów na Wiejską z 4 czerwca.

I tak sobie myszlę, że ta historia pisze się cały czas. A my na to uwagi nie zwracamy. Mało tego - jak się tylko da, to brukujemy. Jak tych 20 lat okrągłego stołu. A przecie - jakby na to nie patrzeć - to właśnie przy okrągłym stole zaczęła się padlina komuny i agonia, wydawałoby się scementowanego do imentu, bloku państw "demokracji ludowej".
Komuna nie padła razem z murem berlińskim - to było tylko ukoronowanie. Padła przy okrągłym stole. I tym powinniśmy się szczycić, i to właśnie wszem i wobec rozgłaszać.

A nie tworzyć kolejne podziały i sygnalizować dokładnie całemu światu, że spora część z nas ma ten stół po prostu w dupie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz